23.11.2017      
 



najnowsze wydanie
wszystko o...
kronika i ekologia
kronika poleca książki
ogłoszenia
drukarnia
zlecanie reklam i ogłoszeń
kontakt prenumerata
e-wydanie
patronat prasowy
prezentacja
zostań wydawcą
regulamin konkursów
loga
slovakia
logowanie
 
Kronika Małopolska
Kronika Żywiecka
Głos Ziemi Cieszyńskiej
SPECJALNE
  NASZE 50 LAT!
To nie jest historia pięćdziesięcioletniej jubilatki. Jedyny tygodnik Bielska-Białej i całego Podbeskidzia w ...























Bielsat

basket


















galeria


wisla
xxx

 

Nr 15/2017



Od lewej: Tadeusz Kozłowski, Paweł Mrowiec i Andrzej Rzepka.
Czechowice: po stu latach

Nowe wodociągi

Po około stu latach wymieniane są wodociągi na terenie zabytkowej Kolonii Górniczej. Stare były dziurawe jak sito. Gmina, choć nie musiała, inwestycję wzięła na siebie. Realizuje ją miejska spółka PWiK, która pozyskała dofinansowanie z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach.
Kolonia Górnicza to najbardziej charakterystyczny zabytek Czechowic-Dziedzic.
Wybudowane przeszło sto lat temu osiedle górnicze jest najbardziej rozpoznawalnym zabytkiem Czechowic-Dziedzic. Magię tego miejsca doceniają i fotograficy, i filmowcy. Ale przez ostatnie lata najwięcej złego do powiedzenia o tym zakątku miasta mieli sami mieszkańcy. Skarżyli się między innymi na to, że ich piwnice regularnie zalewa woda. Problem z kanalizacją został już rozwiązany, ale pozostało wielkie wyzwanie związane z wymianą nieszczelnych wodociągów. - Straty wody sięgały tu nawet czterdziestu procent. Nic dziwnego, skoro stalowe rury pochodzą sprzed stu lat. A skoro były straty wody, to i pieniędzy. Niestety, większość kosztów z tego tytułu musieli pokrywać mieszkańcy - przypomina Andrzej Rzepka, prezes gminnej spółki Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji.
Przez ostatnie lata największym problemem było to, kto weźmie odpowiedzialność za wodociągi. Jak się okazało, Czesi, którzy kupili kopalnię „Silesia”, nie przejęli jednocześnie tej infrastruktury od Kompanii Węglowej. Ta ostatnia także odmawiała mieszkańcom przeprowadzenia remontu. - W końcu wzięliśmy to zadania na siebie ze względu na dobro czechowiczan. Oni nie ze swej woli znaleźli się w takiej patowej sytuacji. A my jesteśmy od tego, by rozwiązywać tego rodzaju problemy i ułatwiać codzienne życie mieszkańców - wyjaśnia Paweł Mrowiec, zastępca burmistrza miasta. - Dlatego zwiększyliśmy kapitał naszej spółki PWiK, aby mogła rozpocząć prace.
Wymiana wodociągów nie oznacza rozkopania całego zabytkowego osiedla. Budowlańcy prowadzą punktowe wykopy i wymieniają metalowe rury na plastikowe.
Wkrótce okazało się, że ciężar finansowy poniesie nie tylko gmina. Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji po raz kolejny skutecznie sięgnęło po środki z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach. Przedsięwzięcie, którego koszt wyniesie 650 tysięcy złotych, otrzyma więc około sto tysięcy złotych w ramach bezzwrotnej pożyczki. - Przygotowanie wniosku wymaga solidnej pracy, ale jest warte tego trudu. Co roku dzięki wsparciu WFOŚiGW realizujemy nowe zadania. Ważne jest jednak, aby osiągnąć konkretny efekt ekologiczny - podkreśla Andrzej Rzepka.
Modernizacja wodociągów jest realizowana przy ulicy Górniczej i obejmuje 47 budynków stojących w pięciu rzędach. W budynkach jest maksymalnie osiem mieszkań. Prace obejmują wymianę przyłączy do domów oraz wymianę około kilometra sieci i budowę czterech studni pomiarowych. - Przy pracach na osiedlu górniczym zastosowano metodę bezwykopową, czyli prace wykonywane były tzw. przewiertem, podczas którego zabudowano rury z tworzywa sztucznego gotowe do pracy pod wysokim ciśnieniem, co od razu odczują mieszkańcy - tłumaczy Tadeusz Kozłowski, kierownik budowy z bielskiej firmy Ekotexbud2, która jest wykonawcą inwestycji. Prezes PWiK jest szczególnie dumny z szybkości i formy wykonywanych prac. - To nowatorskie podejście. Nie rozkopuje się całego osiedla, ale pracuje punktowo. Mieszkańcy widzą tylko niewielkie wykopy, które szybko znikają i nie przeszkadzają w codziennym funkcjonowaniu. Niektórzy długo nie wiedzieli, że trwa wymiana wodociągów - mówi Andrzej Rzepka.
Roboty ruszyły w połowie maja, a wedle umowy mają się zakończyć w połowie października. Wiele jednak wskazuje na to, że dobiegną końca dużo wcześniej. (mk)




Gmina sprawdza powietrze

Akcja czujnik

Pierwszy czujnik zainstalowano w centrum Lipowej na początku tego roku. - Z inicjatywą wyszedł jeden z mieszkańców gminy. U jego dziecka pojawiły się objawy chorobowe, które mogły być wywołane smogiem - powiedział nam wtedy Szymon Wróbel z Urzędu Gminy w Lipowej. Na początku maja pojawiła się informacja o uruchomieniu kolejnych dwóch czujników. Jeden został zlokalizowany przy szkole w Siennej, drugi przy szkole w Słotwinie (foto). Informacje generowane przez te urządzenia - dotyczące poziomu stężenia pyłów zawieszonych PM10, PM2,5 i PM1 - można śledzić w prawej dolnej części strony internetowej www.lipowa.pl. - Ma to uzmysłowić mieszkańcom oraz turystom, że problem smogu dotyczy nie tylko Żywca, ale również innych miejsc, w tym Lipowej - mówi Szymon Wróbel. Koszt jednego czujnika, wraz z aplikacją umożliwiającą odczytywanie wyników, to około 600 zł.
- Problem zanieczyszczenia powietrza na Żywiecczyźnie jest głośno komentowany od kilku miesięcy. Na razie nie mamy instrumentów, które mogłyby ten problem rozwiązać. Jedyne co możemy, to uświadamiać mieszkańców, czym w danej chwili oddychają oni i ich dzieci - komentuje wójt Lipowej Jan Góra. Dodaje, że aby zyskać rozeznanie co do jakości powietrza, niekoniecznie trzeba zaglądać na stronę Urzędu Gminy. Wiedzę tę można też zyskać, zerkając bezpośrednio na czujnik. Urządzenie jest przezroczyste, a wewnątrz ma wbudowane diody, które zmieniają barwę w zależności od poziomu zanieczyszczenia. Kolor niebieski oznacza, że powietrze jest bardzo dobre, zielony, że dobre. Diody świecące na żółto informują o jego umiarkowanej jakości, na biało - o dostatecznej, na różowo - o złej. Kolor czerwony oznacza, że z powietrzem jest bardzo źle. (best)
Czujniki badające jakość powietrza funkcjonują nie tylko w niektórych większych miastach Podbeskidzia. Na przykład w gminie Lipowa są trzy takie urządzenia, przydatne nie tylko dla mieszkańców, ale i turystów.




Kasztany walczą o przetrwanie

Sposoby na szkodnika

Czy to już jesień? Takie pytanie można sobie zadać patrząc na stan kasztanowców w naszym regionie. Drzewa te mają bowiem już mocno brązowe liście, które lada moment zaczną opadać. To efekt działania szrotówka kasztanowcowiaczka - szkodnika, który upodobał sobie właśnie kasztanowce białe, zwane popularnie kasztanami. Szrotówek to drobny motyl, którego larwy dostają się do liści i zaczynają w nich żerować tworząc korytarze. Powodują tym samym ich niszczenie i hamowanie rozwoju całego drzewa. W naszym klimacie w ciągu jednego roku mogą się rozwinąć trzy pokolenia szrotówka kasztanowcowiaczka - na początku kwietnia, w połowie czerwca i właśnie teraz, na początku sierpnia.
Szrotówek grasuje na Podbeskidziu od drugiej połowy lat 90. Ale kasztanowce, choć osłabione, nadal rosną na naszym terenie i widać, że walczą o przetrwanie. Choć nie znaleziono dowodów wskazujących na to, że szkody wyrządzone przez szrotówka prowadzą bezpośrednio do obumarcia drzewa, pomoc ze strony ludzi jest niezbędna. Metody zwalczania szkodnika są różne. Jedna z prostych i dość skutecznych to grabienie i palenie lub kompostowanie liści, w których wylęgają się, żerują i zimują larwy szrotówka. Taki zabieg redukuje występowanie szkodnika nawet o trzydzieści procent. To działanie najbardziej sensowne i ekologiczne. Natomiast nawiercanie pni chorych drzew i wprowadzanie do ich wnętrza „szczepionki” jest zabiegiem zbyt mocno ingerującym w ich tkankę. Z kolei pułapki i lepy feromonowe też nie są do końca skuteczne, a oprócz szrotówka zwalczają także pożyteczne owady. Prawdopodobnie najlepszy sposób stosowany jest po czeskiej stronie granicy. To zastrzyki. W ciągu ostatnich trzech lat terapii takiej zostało poddanych ponad sto drzew w alejach parkowych. Efekt jest zadowalający. Kasztanowce, które wcześniej w lecie były już łyse, obecnie do późnej jesieni cieszą oko liśćmi, a dzieciom dają duży plon kasztanów. - Koszty zabiegów nie są małe. Objęliśmy nimi bardzo stare aleje, do których mieszkańcy mają duży sentyment i uwielbiają nimi spacerować. Nasze miasto było pierwszym w Republice Czeskiej, które zdecydowało się tego typu krok, by przedłużyć życie starym drzewom, mającym duże walory estetyczne i ekologiczne - informuje Dorota Havlíková, rzeczniczka prasowa Urzędu Miasta w Czeskim Cieszynie.
Kasztanowce i ich owoce posiadają właściwości zdrowotne, są szeroko wykorzystywane w medycynie naturalnej. Z kasztanami powinny się zaprzyjaźnić głównie osoby cierpiące na bóle reumatyczne i mające problemy z pękającymi naczynkami. Według niektórych źródeł mają też właściwości regulujące ciśnienie krwi i łagodzące dolegliwości kobiet w okresie klimakterium. Trzeba jednak wiedzieć, że w dużej ilości mogą zaszkodzić i nasilić dolegliwości. (kredo)









Do druku: pdf
>> Powrót <<