26.09.2017      
 



najnowsze wydanie
wszystko o...
kronika i ekologia
kronika poleca książki
ogłoszenia
drukarnia
zlecanie reklam i ogłoszeń
kontakt prenumerata
e-wydanie
patronat prasowy
prezentacja
zostań wydawcą
regulamin konkursów
loga
slovakia
logowanie
 
Kronika Małopolska
Kronika Żywiecka
Głos Ziemi Cieszyńskiej
SPECJALNE
  NASZE 50 LAT!
To nie jest historia pięćdziesięcioletniej jubilatki. Jedyny tygodnik Bielska-Białej i całego Podbeskidzia w ...























Bielsat

basket


















galeria


wisla
xxx

 

Nr 13/2017



W Międzyrzeczu cuchnie

Dzikie składowisko?

Mieszkańcy Międzyrzecza Górnego zwrócili się z prośbą, abyśmy przyjrzeli się dzikiemu składowisku odpadów, jakie powstało w tej miejscowości.
Z ich informacji wynikało, że na terenie byłego „pegeeru” pojawiły się ogromne pudła i worki. Co zawierają? Tego nasi informatorzy nie wiedzieli, bo teren jest ogrodzony. Pakunków jest mnóstwo i zajmują spory obszar. Wygląda to koszmarnie i szpeci okolicę. Najgorsze jednak, iż zawartość opakowań cuchnie. Zwłaszcza gdy na dworze jest ciepło. Wtedy wszędzie wokół roztacza się smród „starego” plastiku. - Wygląda, jakby nikt nie interesował się tym miejscem i zalegającym dziadostwem - tłumaczył nam jeden z rozmówców, dodając, że od dłuższego czasu nie widział, aby ktoś zajmował się odpadami. - Wcześniej - i owszem - kręcili się jacyś ludzie, a opakowań przybywało. Teraz nic się nie dzieje. Nie pojawia się też więcej śmieci - podsumował, podkreślając, że wszystko dzieje się prawie w centrum wsi, tuż przy często uczęszczanej drodze. Prowadzi ona między innymi do „Starej Prochowni”, popularnego w Międzyrzeczu - i nie tylko - przybytku kultury. - Taki widok chluby nam, mieszkańcom, nie przynosi, a poza tym, smród jest naprawdę coraz bardziej uciążliwy - przyznał nasz rozmówca.
Okazuje się, iż wbrew ocenie oburzonych mieszkańców, teren, na którym składowane są odpady - a właściwie surowiec wtórny przeznaczony do przerobu, bo taki status mają składowane tam plastiki - wcale nie jest bezpański czy pozbawiony opieki. Ma właściciela, który od dłuższego czasu próbuje rozwiązać problem „składowiska”. Padł bowiem - jak przyznaje - ofiarą nierzetelnego i nieuczciwego kontrahenta. Otóż nieruchomość przy ulicy Spółdzielczej (na której składowane są odpady) jest własnością Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej „Rolnik” z Międzyrzecza Górnego. I nadal jest przez tę spółdzielnię wykorzystywana gospodarczo. Znajdują się tam między innymi magazyny, suszarnie i silosy, w których składowane są płody rolne. Wokół zabudowań jest sporo wolnego terenu. - Na początku ubiegłego roku zgłosiła się do nas firma zainteresowana wynajęciem fragmentu placu. Jej właściciele chcieli na tym terenie prowadzić działalność związaną z przeróbką plastiku - tłumaczy prezes RSP. A że firma dysponowała wszelkimi zezwoleniami i certyfikatami na prowadzenie takiej działalności, spółdzielnia wydzierżawiła jej grunt. Dokładnie plac o powierzchni 100 metrów kwadratowych. Stosowną umowę podpisano na początku lutego 2016 roku i… - Już kilka dni później okazało się, że najemca się z niej nie wywiązał. Zajął bowiem nie 100, a 1000 metrów kwadratowych terenu - tłumaczy prezes. Na takiej powierzchni pojawiły się zwiezione plastikowe elementy (były później mielone, a tak powstały granulat wywożony do odbiorców). Z relacji prezesa RSP wynika, iż od tego momentu zaczęły się problemy. Spółdzielnia próbowała - bezskutecznie - wymusić na dzierżawcy, aby ten dotrzymywał warunków umowy. Wszystko na próżno, bo choć solennie zapewniał, że usunie to, co składuje poza wydzierżawionym obszarem, nie respektował wyznaczanych kolejnych terminów wywozu „nadprogramowych” odpadów. W tej sytuacji spółdzielnia zaczęła szukać pomocy na policji, w Wojewódzkim Inspektoracie Ochrony Środowiska, wynajęła też kancelarię prawną. Koniec końców, spółdzielcy wymówili dzierżawę terenu i zobowiązali najemcę do wywiezienia wszystkiego, co po sobie pozostawił, bo - jak zauważyli postronni obserwatorzy - od dłuższego już czasu zwiezionych do Międzyrzecza odpadów nikt nie przerabia. Mimo tego, że najemca odebrał stosowne zawiadomienie, do tej pory nie zrobił nic, aby usunąć odpady i przywrócić teren do stanu pierwotnego.
Obecnie sprawa trafiła do sądu. Spółdzielcy chcą bowiem uzyskać sądowy nakaz zmuszający byłego już - jak można ocenić - najemcę do pokrycia kosztów wywozu plastiku z ich terenu. Chodzi bowiem o spory wydatek, rzędu 25 tysięcy złotych. - Mnie też irytuje cała ta sytuacja, bo nie dość, że nieruchomość zagracona tymi odpadami wygląda koszmarnie, to jeszcze całe odium niezadowolenia społecznego spada na nas - przyznał prezes RSP, dodając, że poza tym zgromadzone w takiej ilości odpady utrudniają prowadzenie w tym obiekcie działalności rolniczej, bo tarasują dojazd do budynków. I chociażby z tego powodu trzeba je będzie jak najszybciej usunąć. Po drugie, trzeba zdążyć z nim przed żniwami. Podkreślił jednak, że nie stanowią - czego obawiają się mieszkańcy Międzyrzecza - zagrożenia dla środowiska. - To pierwszy przypadek w blisko 60-letniej historii naszej spółdzielni, że daliśmy się wpuścić w taki kanał - nie krył frustracji. (map)




Fundusz pomaga wypocząć dzieciom

W zdrowej Wapienicy

Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach wspiera nie tylko wielkie i mniejsze inwestycje z zakresu szeroko rozumianej ekologii, lecz także inwestuje w zdrowie dzieci. Zwłaszcza tych mieszkających w najbardziej zanieczyszczonych śląskich miastach.
Tylko w tym roku na tego typu działania Fundusz przeznaczy 5,5 miliona złotych. To sporo, lecz patrząc na inne - miliardowe - nakłady przekazywane na walkę ze smogiem czy inwestowane w poprawę jakości wód to naprawdę niewiele. Tymczasem efekty tych działań są nie do przecenienia. Po pierwsze, dzięki pieniądzom z Funduszu wiele dzieci, których rodziców nie byłoby stać na taki wydatek, może wyjechać na wypoczynek tam, gdzie powietrze jest czyste a trawa zielona. Taka prozdrowotna profilaktyka jest bowiem jednym z statutowych zadań WFOSiGW. Po drugie, takie wyjazdy mają charakter edukacyjny. Młodym ludziom przekazywane są podstawowe wzorce zachowań jak chronić środowisko naturalne i o nie dbać.
W tym roku z oferty skorzysta blisko 10 tysięcy młodych Ślązaków. Przy czym, wyjazdy te mają różny charakter. Od zielonych szkół poczynając, a na organizowaniu wypoczynku w okresie letnich wakacji i ferii zimowych kończąc. Na tegoroczną „Akcję lato” WFOŚiGW w Katowicach przeznaczy ponad 1,6 miliona złotych. Głównym organizatorem tego wypoczynku są harcerze, z którymi Fundusz współpracuje już od lat. Dzieci wyjeżdżają głównie nad morze a także do uzdrowiskowych miejscowości na terenie województwa śląskiego (sporadycznie także do miejscowości województwach: wielkopolskim, opolskim, lubuskim, małopolskim, warmińsko-mazurskim, podkarpackim, kujawsko-pomorskim, świętokrzyskim, łódzkim oraz podlaskim). Jednym z takich miejsc jest stanica harcerska w bielskiej dzielnicy Wapienica, gdzie tego lata wypoczywać będzie - na dwutygodniowych turnusach - ponad dwieście dzieciaków, którym pobyt w Beskidach zafunduje katowicki WFOŚiGW.
W piątek, 30 czerwca, stanicę odwiedził Andrzej Pilot - prezes Funduszu w towarzystwie Stanisława Gmitruka - przewodniczącego Sejmiku Województwa Śląskiego oraz Bernarda Błaszczyka - regionalnego dyrektora ochrony środowiska w Katowicach. Wizyta była okazją, aby na własne oczy zobaczyć w jakich warunkach odpoczywają młodzi ludzie oraz sprawdzić w jaki sposób spędzają w górach wolny czas. Harcerze przywitali gości po staropolsku - chlebem i solą. Chleb był nie byle jaki, bo upieczony własnoręcznie przez uczestników obozu.
Z informacji katowickiego WFOŚiGW wynika, że pieniądze przeznaczone na tego typu działania wykorzystywane są na realizację programów profilaktyki zdrowotnej, programów edukacji ekologicznej lub programów regionalnej edukacji przyrodniczej i ekologicznej. A w szczególności na zabiegi profilaktyczno-lecznicze, zajęcia sportowe, wzbogacone wyżywienie zgodne z programem ustalonym przez dietetyka a także na bilety wstępu do muzeów, parków narodowych, opłatę przewodników, prelekcje proekologiczne, zakup nagród w konkursach ekologicznych, zakup materiałów plastycznych.
Poza tym dofinansowywane są wyłącznie wyjazdy krajowe do miejscowości czystych ekologicznie, co musi potwierdzać opinia odpowiedniego inspektoratu ochrony środowiska. Oznacza to, że w Wapienicy wciąż można pooddychać zdrowym i świeżym powietrzem, co docenił WFOŚiGW w Katowicach. (map)









Do druku: pdf
>> Powrót <<