23.11.2017      
 



najnowsze wydanie
wszystko o...
kronika i ekologia
kronika poleca książki
ogłoszenia
drukarnia
zlecanie reklam i ogłoszeń
kontakt prenumerata
e-wydanie
patronat prasowy
prezentacja
zostań wydawcą
regulamin konkursów
loga
slovakia
logowanie
 
Kronika Małopolska
Kronika Żywiecka
Głos Ziemi Cieszyńskiej
SPECJALNE
  NASZE 50 LAT!
To nie jest historia pięćdziesięcioletniej jubilatki. Jedyny tygodnik Bielska-Białej i całego Podbeskidzia w ...























Bielsat

basket


















galeria


wisla
xxx

 

Nr 11/2017



Można się najeść strachu i utknąć po pas w błocie

TORFOWISKO DLA TURYSTÓW?

Radny z Czechowic-Dziedzic wpadł na pomysł udostępnienia rezerwatu torfowiskowego Rotuz. W tym wyjątkowym zakątku chciałby utworzyć ścieżki przyrodnicze. Burmistrz obiecał sprawdzić, czy to w ogóle możliwe i czy można pozyskać na ten cel środki zewnętrzne.
PERŁA NA GRANICY
Torfowisko zostało objęte ścisłą ochroną w 1966 roku. Jest położone na południe od Jeziora Goczałkowickiego, na granicy gmin Chybie i Czechowice-Dziedzice, a jednocześnie na granicy powiatów bielskiego i cieszyńskiego. Ma blisko 30 hektarów, z czego 20 leży w granicach Chybia. Otula je stuhektarowy kompleks leśny zwany Czarnolesiem. Radny słusznie zauważył, że nawet okoliczni mieszkańcy nie bardzo wiedzą, jak dostać się w to miejsce. A gdy już się dostaną, to mogą się nieźle przestraszyć. Łatwo się tu zgubić i utknąć nawet po pas w błocie i wodzie.
Rezerwat tylko w teorii jest chroniony przed tłumem turystów. W praktyce wędrują tu pielgrzymki... grzybiarzy, którzy zostawiają po sobie sporo śmieci. Wedle niektórych przyrodników, im mniej ludzi w tym miejscu, tym lepiej. To przecież ostoja rzadkich ptaków, które potrzebują spokoju. Rezerwat i tak jest zagrożony. O rzut beretem od niego znajduje się ogromna i głośna kolejowa stacja przeładunkowa. Ekolodzy alarmują też, że poziom wody w rezerwacie stale się obniża, a odpowiadają za to leśne melioracje.
Zabrzeski radny Jerzy Bożek uważa, że wytyczenie profesjonalnej ścieżki przyrodniczej, w uzgodnieniu z organami państwa zajmującymi się ochroną przyrody, przyniesie więcej pożytku niż szkody. - Ustawodawca umożliwia tworzenie ścieżek przyrodniczych czy edukacyjnych. Jeśli nie może powstać ścieżka, niech powstanie choćby platforma widokowa z tablicą informacyjną. Jednak to ścieżka byłaby najlepszą lekcją przyrody i formą edukacji ekologicznej. To nasz najcenniejszy obszar przyrodniczy. Przydałaby się promocja i ożywienie tego pięknego zakątka. Na takie cele można pozyskać nawet 80-procentowe dofinansowanie - argumentował radny podczas kwietniowej sesji czechowickiej Rady Miejskiej. Burmistrz Marian Błachut zadeklarował, że rozpozna ten temat.
Został on już w dużej mierze rozpoznany w sąsiednim Chybiu. - Swego czasu gmina miała pomysł na utworzenie platformy widokowej, ale sprawa - z przyczyn finansowych - umarła śmiercią naturalną. Sam przymierzałem się do stworzenia projektu wytyczenia ścieżki wokół rezerwatu. Jednak w końcu zniechęciły mnie rozmaite problemy prawne, związane m.in. z tym, że rezerwat mieści się w granicach dwóch różnych powiatów - opowiada Mieczysław Puzoń, prezes Stowarzyszenia Ekologicznego „Eko-Życie” w Chybiu. Ekolog zapewnia, że ścieżka nie wyrządzi krzywdy rezerwatowi.
GRZYBIARZE SZKODZĄ
- Trudno o gorszą sytuację, niż tę, którą mamy dzisiaj. Ja tu urządzam lekcje ekologiczne dla dzieci nawet z Górnego Śląska. Możemy się zatrzymać tylko przed tablicą informującą, że jest tu rezerwat. Ale tablicami, które zresztą nie informują o tym, że jest zakaz wstępu, nie przejmują się grzybiarze. Przychodzą nawet z rowerami, które opierają o cenne sosny karłowate. Robią wielkie szkody, śmiecą i wkrótce zadepczą to miejsce. Trzeba z tym skończyć i uporządkować kwestię korzystania z rezerwatu - uważa. - Stworzenie ścieżki jest bardzo dobrym pomysłem i będziemy dopingować pomysłodawców. Jesteśmy otwarci na współpracę i zapraszamy do rozmowy - zaznacza. Mieczysław Puzoń tłumaczy, że można wyznaczyć ścieżkę wokół rezerwatu, ale i można pokusić się o wyznaczenie jej części przez fragment torfowiska. - Drewniana pływająca konstrukcja, dodatkowo olinowana, sprawdza się w wielu rezerwatach. Nie powoduje zniszczeń, a na pewno jest lepsza niż buty grzybiarzy - wskazuje. - Konieczne byłoby też postawienie prawdziwych tablic informacyjnych, które z jednej strony dobitnie wskażą, że nie można tu chodzić, a z drugiej pozwolą na przybliżenie tego miejsca pod względem przyrodniczym - dodaje.
Większość powierzchni rezerwatu zajmuje torfowisko przejściowe, czyli takie, które na wodzie tworzy kożuchy, porastające rzadką roślinnością. Mniej miejsca zajmuje tu torfowisko niskie, wypełniające zagłębienia terenu, oraz torfowisko wysokie, które powstało w wyniku narastania złoża torfowego i odcięcia jego roślinności od wód gruntowych, przez co zasilane jest tylko wodami deszczowymi. Torfowiska są miejscem występowania 86 gatunków roślin naczyniowych, 19 gatunków wątrobowców, 69 gatunków mchów oraz 19 gatunków porostów. Jedną z największych roślinnych osobliwości jest chroniona rosiczka okrągłolistna. To roślina... owadożerna. Swoje ofiary wabi kroplami słodkiej cieczy wydzielanej na czułkach porastających liście. Gdy owad się skusi, trafia w śmiertelną pułapkę. Lepka ciecz go unieruchamia, a po trzech godzinach liść się zamyka i za pomocą kwasu mrówkowego trawi nieszczęśnika. Mija doba, gdy liść znowu się otwiera i poluje na kolejną ofiarę. Spośród okazów chronionych, w Rotuzie znajdziemy ponadto bagno zwyczajne, kruszynę pospolitą czy storczyka szerokolistnego. Nawet jesienią nietrudno trafić na dorodne czerwone owoce żurawiny błotnej. Inne rzadkie rośliny to między innymi bagnica torfowa, wełnianki, modrzewnica czy czermień błotna. Niezwykły jest widok karłowatych sosen, gdzieniegdzie prezentujących się niewiele mniej okazale niż... martwe kikuty. - To ekstremalnie trudny teren, rośliny tu „walczą” o przetrwanie, stąd tak osobliwy wygląd sosen czy brzóz - wyjaśnia nadleśniczy Nadleśnictwa Bielsko Hubert Kobarski.
ZWIERZĘTA LUBIĄ BAGNO
Bagienną enklawę w Czarnym Lesie upodobały sobie szczególnie zwierzęta. I to nie tylko przychodzące tu na żer sarny, dziki, daniele, jelenie, lisy czy wydry, a także stali mieszkańcy - ryjówka aksamitna, norniki, myszy leśna i polna oraz nornica ruda. Wielu przedstawicieli mają gady, bowiem napotkamy tu żmiję zygzakowatą, padalca czy jaszczurki oraz płazy, z której to grupy żyją tu żaby jeziorowa i trawna, ropucha szara oraz rzekotka drzewna. Od owadów aż się roi - ważek, motyli, jętek i żagnic.
Rotuz to jednak przede wszystkim raj dla ornitologów. Gniazda zakładają tu żurawie, ptaki większe od bocianów, odbywające widowiskowe gody, które można usłyszeć z bardzo daleka, dzięki donośnemu głosowi, jaki wydają, zwanym klargonem. Zauważono na tutejszych bagnach ponadto: kowalika, bogatkę, modraszkę, gila, świstunkę, rudzika, sójkę, raniuszka czy słonkę. Czasem przylatują tu drapieżniki - krogulec, puszczyk, myszołów zwyczajny, a nawet majestatyczny bielik. Napotkać można też ptaki, przylatujące z położonego nieopodal Jeziora Goczałkowickiego, w tym kaczki, gęsi czy bociany. ()Tekst i foto: Marcin Kałuski)


RYBY RATUJĄ WODY

Ponad 340 tysięcy pstrągów, sandaczy, szczupaków i karasi trafi do otwartych wód na terenie bielskiego okręgu Polskiego Związku Wędkarskiego. Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach wsparł to przedsięwzięcie kwotą ponad stu tysięcy złotych. Akcja zarybiania ruszy lada dzień. Ryby pojawią się m.in. w największych rzekach regionu. I nie chodzi w tej inicjatywie o to, aby zrobić przyjemność wędkarzom. Wprowadzane do wody rodzime gatunki pozwalają ją chronić. Bez zarybień miejscowe populacje cennych ryb, na przykład pstrągów, mogłyby sobie nie poradzić. Niewiele z nich przystępuje do tarła, a co gorsza ich stanowiska tarłowe są niszczone przez człowieka czy na skutek psikusów przyrody. A tylko miejscowe drapieżne gatunki są w stanie zahamować niekorzystne zmiany zachodzące w środowisku wodnym. Mawia się, że wręcz oczyszczają wodę. - Wytworzenie silnych populacji miejscowych cennych gatunków ryb pozwoli na skuteczną rekrutację naturalną i właściwe funkcjonowanie ekosystemów wodnych. Zwiększenie stanu liczebnego zagrożonych gatunków pozwoli na działanie mechanizmu samoregulacji w odniesieniu do liczebności gatunków inwazyjnych i niepożądanych - wyjaśniają specjaliści z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach.
*

Prawie milion nowych mieszkańców będzie miało Jezioro Goczałkowickie. W pierwszym etapie zarybiania, które rozpoczęło się w maju pracownicy Gospodarstwa Rybackiego GPW w Łące do śląskiego morza wpuścili blisko 260 tysięcy szczupaków. Tak jak obiecał „Kronice” Łukasz Pszczeliński, kierownik „Rybaczówki”, mieliśmy okazję przyglądać się wszystkiemu z bliska. Pojawiliśmy się nad brzegami Jeziora Goczałkowickiego, kiedy do wody powędrowała kolejna partia - ponad 34 tysięcy sztuk węgorzy. - Są to ryby w przedziale od około 15 do ponad 20 centymetrów. Za sześć, siedem lat dorosną do słusznych rozmiarów - komentuje Łukasz Pszczeliński. Teraz do wody trafi pół miliona sandaczy. To akcja na szeroką skalę, potrwa cały tydzień. (mk, aj)





Do druku: pdf
>> Powrót <<