11.12.2017      
 



najnowsze wydanie
wszystko o...
kronika i ekologia
kronika poleca książki
ogłoszenia
drukarnia
zlecanie reklam i ogłoszeń
kontakt prenumerata
e-wydanie
patronat prasowy
prezentacja
zostań wydawcą
regulamin konkursów
loga
slovakia
logowanie
 
Kronika Małopolska
Kronika Żywiecka
Głos Ziemi Cieszyńskiej
SPECJALNE
  NASZE 50 LAT!
To nie jest historia pięćdziesięcioletniej jubilatki. Jedyny tygodnik Bielska-Białej i całego Podbeskidzia w ...























Bielsat

basket


















galeria


wisla
xxx

 
PREZENTUJEMY
.


Numery archiwalne do pobrania.

1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  12  13  14  15  16  17  18  19  20  21  22  23  24 


beskidzka24



 
AKTUALNOSCI
Nr: 23 z dnia: 30-11-2017
Remont ulicy Dębowiec

Zaczęli od wycinki

Miejski Zarząd Dróg rozpoczął przygotowania do długo oczekiwanej przez bielszczan modernizacji ulicy Dębowiec w Bielsku-Białej. Rozpoczęcie prac poprzedziła spektakularna wycinka drzew. Pod topór poszły okazałe dęby i jesiony. Długi szpaler leżących pokotem pni wywołał spore zdziwienie, a nawet oburzenie wśród tych, którzy odwiedzają ten urokliwy zakątek i na sercu im ekologia.
Tego, że remont ulicy jest potrzebny, nikt nie podważa. Problem dla obrońców przyrody było - i jest - to, czy koniecznie trzeba było wycinać aż tyle drzew, aby przebudować drogę.
Turyści odwiedzający pobliską Dolinę Wapienicy remontu ulicy Dębowiec domagali się od lat. To bowiem tą wąska, krętą i pozbawioną poboczy szosą - pieszo i na rowerach - w pobliskie góry ciągnął tłumy bielszczan. Tymczasem na drodze panuje spory ruch samochodowy. Z ulicy Dębowiec korzystają nie tylko zmotoryzowani turyści, służy ona także jako skrót umożliwiający ominięcie zakorkowanej zazwyczaj do granic możliwości ulicy Cieszyńskiej. Chodnik dla pieszych oraz ścieżka rowerowa - nie mówiąc już o modernizacji samej jezdni - były więc tam koniecznością.
Wołania te zostały wysłuchane i remont ulicy Dębowiec znalazł się w planach ratusza. Jest to część większego przedsięwzięcia, którego głównym celem jest modernizacja ulicy Łowieckiej (ulica Dębowiec stanowi jej naturalne przedłużenie w kierunku Doliny Wapienicy). Poza tym, gdy wyremontowano ulicę Zapora oraz Tartaczną, przebudowa ulicy Dębowiec wpisuje się większy plan modernizacji ciągu komunikacyjnego biegnącego u podnóża gór (następna w kolejce jest ulica Skarpowa). Jednak przygotowany przez MZD projekt modernizacji wywołał sprzeciw obrońców drzew, którzy twierdzili, że wszystko można zrobić bez konieczności tak wielkiej wycinki. Sugerowali, że po to, aby ułożyć chodnik, przydrożnych drzew nie trzeba usuwać. Można go oraz ścieżkę rowerową poprowadzić - twierdzili - nie wzdłuż szosy, lecz w głębi lasu. Szybko okazało się, że pomysł taki z wielu względów jest mało realny. Poza tym drzewa, o których mowa, rosły na terenie lasu gospodarczego, gdzie prowadzona jest normalna gospodarka leśna - w tym planowa wycinka. Co więcej, te przydrożne - jak tłumaczyli nam już wiosną leśnicy - i tak prędzej czy później trzeba by wyciąć, bez względu na to czy chodnik tam powstanie, czy nie. Mowa bowiem o drzewach chorych, uszkodzonych, będących w złej kondycji. Zwłaszcza że ich systemy korzeniowe przynajmniej w połowie były usytuowane pod asfaltem, co sprawiało, że zamiast rosnąć wegetowały. Zajęli się więc nimi drwale.
Po modernizacji ulica Dębowiec wzbogaci się nie tylko o ścieżkę rowerową i chodnik, lecz przebudowana zostania dość poważnie sama jezdnia. Miejscami jest bowiem bardzo wąska i kręta. Ma być nieco poszerzona, a najbardziej ostre łuki wyprostowane. Przebudowane zostaną również biegnące pod nią instalacje.
(map)
Na zdjęciu: Ulica Dębowiec przed wycinką i po niej.



Kierowcy „elektryków” czekają

Stacja jak yeti

Ładowarka do ekologicznych samochodów elektrycznych, która miała stanąć w Bielsku-Białej, jest jak yeti: wszyscy o niej słyszeli, ale nikt nie widział.
GDZIE JEST PREZENT?
Jak pisaliśmy już w „Kronice”, stacja ładowania pojazdów elektrycznych miała stanąć w stolicy Podbeskidzia do końca sierpnia. Przypomnijmy, że urządzenie to prezent otrzymany przez władze miasta w czasie ubiegłorocznej edycji targów Energetab od białostockiej firmy Electrum. Stacja została nawet opatrzona symbolami Bielska, takimi jak zamek Sułkowskich, hotel President i hala pod Dębowcem. Chciałoby się powiedzieć - ładny gest, sympatyczny prezent. Ale prezent - można dojść do takiego przekonania, skoro nie jest wykorzystywany - został odłożony na półkę. Dlaczego?
Przygotowując poprzedni artykuł pytaliśmy o to Zbigniewa Michniowskiego, pełnomocnika prezydenta Bielska-Białej ds. zrównoważonego rozwoju. Nasz rozmówca tłumaczył, że stacja - tu cytat - „wymagała dopracowania technicznego przez producenta oraz uzyskania certyfikatu na użytkowanie”. Twierdził jednak - choć trzeba dodać, że z dużą ostrożnością - iż do końca sierpnia powinna stanąć w przygotowanym dla niej miejscu, czyli na parkingu przy ulicy Dmowskiego, nieopodal ratusza.
Minął wrzesień, październik, listopad, zakończyła się kolejna edycja targów Energetab, a ładowarki jak nie było, tak nie ma. Co się dzieje? Zapytaliśmy o to w Miejskim Zarządzie Dróg, który jest odpowiedzialny za wdrożenie nowej inwestycji. Szymon Oleksiuk, zastępca dyrektora ds. transportu w MZD, zwraca uwagę, że „terminal ładowania samochodów elektrycznych”, jak fachowo nazywa urządzenie, na targach Energetab został zaprezentowany po raz pierwszy i stanowi model prototypowy. Właśnie dlatego miasto podchodzi do prezentu z dużą ostrożnością i cały czas koresponduje z producentem. - Miasto skierowało pismo do firmy Electrum, aby sprecyzowała czy przedmiotowe urządzenie spełnia wszystkie normy, standardy oraz posiada certyfikaty dopuszczające do publicznego użytkowania - tłumaczy.
KTO DA PRĄD?
Ta daleko posunięta ostrożność jest zdaniem naszego rozmówcy nie tylko uzasadniona, ale wręcz konieczna. - Miasto musi mieć pewność, że urządzenie jest przetestowane i w pełni bezpieczne dla użytkowników końcowych, czyli właścicieli samochodów ładowanych elektrycznie. To na podmiocie udostępniającym będzie spoczywać odpowiedzialność za korzystanie z publicznego punktu ładowania - tłumaczy. I podaje konkretny przykład: - Wyobraźmy sobie sytuację, że „zatankować” na stację przyjeżdża Tesla Model X, warta ponad pół miliona złotych. Załóżmy, że podczas ładowania nastąpi zwarcie w układzie zasilającym, w konsekwencji czego ulegnie uszkodzeniu moduł w instalacji samochodu. Dlatego też muszą być spełnione wszystkie standardy bezpieczeństwa i jakości przed dopuszczeniem ładowarki do użytku publicznego - mówi Szymon Oleksiuk.
Jest jeszcze jedna kłopotliwa kwestia. - Jednostka samorządu terytorialnego nie jest podmiotem uprawnionym do sprzedaży energii elektrycznej (usługa koncesjonowana). Na ogół za publiczne wdrożenie terminali do ładowania samochodów elektrycznych odpowiadają same firmy energetyczne w partnerstwie z miastem, udostępniającym grunt pod posadowienie tego rodzaju urządzeń. Nie rodzi to problemów organizacyjno-prawnych po stronie miasta - wyjaśnia. Takie rozwiązania najczęściej funkcjonują w naszym kraju i to byłoby najkorzystniejsze również w Bielsku-Białej.
I jeszcze jedna ciekawa sprawa. Nawiązując do prezentu odłożonego na półkę zapytaliśmy, gdzie ów prezent jest przechowywany. I dostaliśmy odpowiedź zaskakującą. - Miasto otrzymało „prezent”, który faktycznie nie został jeszcze przekazany. Po zakończeniu ubiegłorocznych targów Energetab urządzenie wróciło do siedziby firmy do Białegostoku na technologiczne dopracowanie - mówi Szymon Oleksiuk.
KIEDY W BIELSKU?
Jak więc widać, temat jest skomplikowany. - Natomiast Miejski Zarząd Dróg w Bielsku-Białej wykonał już przyłącze niezbędne do instalacji terminalu ładowania samochodów elektrycznych - opowiada nasz rozmówca. Tymczasem w Urzędzie Miejskim dowiedzieliśmy się, że w toku prowadzonej korespondencji, z uwagi na liczne nierozstrzygnięte kwestie, firma Electrum wycofała się z przekazania miastu prototypowej ładowarki. Niezależnie od tego miasto prowadzi rozmowy z potencjalnymi partnerami w zakresie uruchomienia systemu ładowania samochodów elektrycznych. Konkretne rozwiązania organizacyjne, prawne i technologiczne są - jak usłyszeliśmy - uwarunkowane rządowymi pracami nad ustawą o elektromobilności, która ma regulować funkcjonowanie tego segmentu rynku.
TYLKO DWA WNIOSKI
Szymon Oleksiuk odrzuca jednak zarzuty, że Bielsko nie jest miastem nastawionym na tzw. elektromobilność. - Monitorujemy rozwój rynku samochodów elektrycznych, również w zakresie kształtowania się potrzeb na użytkowanie terminali do ładowania tego rodzaju pojazdów. Bielsko-Biała jest miastem, które realizuje inicjatywy wpisujące się w rozwój eletromobilności - przekonuje. I przypomina, że w mieście już w 2015 roku została wprowadzona uchwałą Rady Miejskiej zerowa stawka opłat dla użytkowników pojazdów elektrycznych za postój na obszarze Strefy Płatnego Parkowania w Bielsku-Białej. Dzieje się tak na podstawie wydanej karty pojazdu elektrycznego. Tyle tylko, że w ciągu ostatnich dwóch lat - zwraca uwagę Szymon Oleksiuk - wpłynęły jedynie dwa wnioski o wydanie tego typu karty. Nie ma więc wątpliwości, że ładowarka nie jest w tym momencie urządzeniem pierwszej potrzeby dla mieszkańców Bielska-Białej. A swoistym testem zaspokojenia potrzeb w tym zakresie może być uruchomiona niedawno, bo w październiku, stacja ładowania „elektryków” firmy Greenway, która mieści się na parkingu centrum handlowego Gemini Park.
Wojciech Małysz








Do druku: pdf





Czy uważasz, że policja w twojej miejscowości działa skutecznie?
tak
nie

Wyniki sondy
 







wydawca
Click for Katowice, Poland Forecast
 

odwiedziło nas 5527604 osób